22.11.2013

Pierwsze obrączkowanie nad Wisłą w sezonie 2013/14

Cześć wszystkim, być może u Janka widzieliście już post o tytułowym obrączkowaniu - teraz pora na mój :) Odbyło się już jakiś czas temu, bo w niedzielę 3 listopada. Tym razem miejsce było inne niż w zeszłym roku - przenieśliśmy się w okolice rezerwatu Wyspy Zawadowskie. Muszę powiedzieć że bardzo mi się ono podoba - rozłożyliśmy się brzegu zalesionej skarpy, tak że cały czas mieliśmy widok na Wisłę. Tamże, na piaszczystej łasze wylądowały... dwa bażanty i zaczęły walczyć:


Były i bieliki:


Z Wisły doszedł nas także głos kwokacza. Później zaskoczyła nas czapla, która okazała się jednak białą, a nie nadobną.



Teraz trochę ptaków.
Obrączkowanie było nastawione głównie na drozdy - z nich złapał się jeden kos.
Poza tym sporo sikor z dwóch gatunków, mysikróliki i raniuszki :)

Takie porównanie dwóch grup wiekowych u modraszki - warto zwrócić uwagę na kontrast między pokrywami pierwszo- i drugorzędówek. U ptaków pierwszorocznych pokrywy I rzędu nie są jeszcze przepierzone na niebieskie (ptak po prawej).

Para mysików
Tu tylko dwa, ale w sieć wpadło całe stadko. Im więcej raniuszków, tym więcej szczęścia
Kos
Nie mogę się doczekać następnego łapania!

A tymczasem parę zdjęć zbożówki z Parku Skaryszewskiego.






Pozdrawiam,
Emilka

02.11.2013

Półwysep Helski i Mierzeja Wiślana, 26-27 października 2013

Czas na część drugą. W czwarty weekend października powtórzyliśmy wypad - program był podobny co wcześniej, ale wzbogaciliśmy go o Półwysep Helski.

25 października, piątek po południu - tak jak poprzednio zbieramy się pod domem Krzyśka i potem, na stacji benzynowej, spotykamy się w pełnym składzie; dołącza do nas Paweł, który nie towarzyszył poprzednim razem.
Pierwszy nocleg mamy w Jastarni. Wieczorem siedzimy przy mapie i ustalamy, jakie miejsca warto odwiedzić podczas następnych dni. Decydujemy, że następnego dnia rano wybieramy się pieszo zobaczyć morze w Jastarni.

Rano całe niebo przykrywają chmury; idziemy chodnikiem z lunetami do portu. Obserwujemy przez chwilę ptaki w samej zatoczce, po czym idziemy dalej, w kierunku Zatoki Puckiej. Tam na wodzie i na mieliznach spoczywają kaczki (w tym krakwy) i mewy. Dalej, na tle molo, spacerują dwa kuliki wielkie. Niestety nie możemy im się długo przyglądać, bo w pewnym momencie wkracza do akcji postać występująca w tak wielu opowieściach o obserwacjach ptaków, czyli "pan z pieskiem". Słonie odlatują.
Część osób idzie przeprowadzać obserwacje z betonowego falochronu, otoczonego przez kamienie. Celowo wspominam o kamieniach, bo przecież jest to ulubione miejsce do żerowania dla ptaka, którym jest...

- Morski!!

Biegniemy i wspinamy się na falochron; Krzysiek wskazuje coś na końcu, wśród kamieni... Zaskakująco dobrze zakamuflowany, ale jest. Biegus morski spaceruje wśród głazów i robi coś, czego wszyscy oczekujemy - powoli, ale nieustannie zbliża się w naszą stronę.
Ptaszek zaskakuje jeszcze jedną rzeczą - nic sobie z nas nie robi. Przez lunetę obraz jest tak cudny, że chciałoby się go zjeść, z aparatem gorzej, ale zdjęcia są, jak na stuprocentowe zachmurzenie -całkiem zadowalające, bo przecież biegus podchodzi w końcu na 3 czy 4 metry. Dopiero wtedy coś go straszy, zapewne flesz... ale i tak nie odlatuje, tylko wycofuje się powoli, więc cykamy ostatnie zdjęcia.

Jedno z pierwszych zdjęć

Biegus spaceruje sobie gdzieś na kamieniach po prawej


Poślizgnąwszy się

Niestety zdjęcia, na których ptak najładniej pozował, okazały się nieostre.
Nakręciłam trochę filmów; ten, który wyszedł najlepiej, zamieściłam na moim koncie w serwisie Flickr, zachęcam do obejrzenia, mimo, że pozostawia on wiele do życzenia: http://www.flickr.com/photos/96650169@N02/10628556806/
Można przyjrzeć się jego zachowaniu biegusa - przeskakuje on z głazu na głaz, od czasu do czasu przesuwając po nim dziobkiem w poszukiwaniu jedzenia. Czasami przysiada w zabawny sposób na skokach (trochę jak nurnik), ale nie ma tego na filmie.

Dzieje się to w sobotę rano, więc wyjazd zaczyna się dla nas bardzo korzystnie. Wędrujemy jednak dalej, w stronę molo. Po wejściu na wzniesienie przypatrujemy się jeszcze mewom i... zaskakuje nas kolejna rzadkość - mewa blada.

W takich okolicznościach można zrobić porównanie do innych mew. Ta z przodu jest wyraźnie większa i ma bardzo jasny płaszcz.

W locie - zdjęcie chyba diagnostyczne ;)
Idziemy jeszcze dalej. Na całej długości brzegu leżą chełbie modre.

Sypnęło meduzami

Tym razem obserwujemy tylko pojedynczego biegusa zmiennego na brzegu:


Słyszymy także biegusa małego.

Niestety pada deszcz. Pogoda psuje się na długo, chociaż z przerwami.
Przemierzamy wzniesienie; po lewej Zatoka, po prawej łąki (słychać i troszkę widać wąsatki).
Leci krogulec.


Potem, na wodzie - miła niespodzianka w postaci rodzinki bewików.


Wracamy. Po napełnieniu żołądków pizzą, udajemy się do portu w Helu. Wysiadamy z samochodu; na chodniku po drugiej stronie jezdni siedzi zięba, prawdopodobnie ogłuszona po walnięciu w coś.

Młody samiec.
 Zabieramy ją na chwilę ze sobą, żeby nie stała jej się krzywda; po niedługim czasie ptak odzyskuje siły i odlatuje.


Chwila seawatchingu daje nam śniegułę odpoczywającą w niedalekim sąsiedztwie mew na ogromnym betonowym falochronie.

:)
Szybka próba digiscopingu zakończona właściwie sukcesem.

Jer.
W porcie szukamy mewy bladej; bez skutku.


Zmieniamy miejsce; na plaży udaje się zaobserwować sieweczkę obrożną, na morzu siedzi nur czarnoszyi. Poza tym koło parkingu spostrzegamy czarnowrona oraz ciekawego mieszańca - na drzewie siedzi hybryd dzięcioła dużego i białoszyjego.

Duży x syryjczyk


Obrożna.

Nur czarnoszyi.
Zapada zmrok; odwiedzamy Gdańsk. Mamy w planach zwiedzanie Centrali Obrączkowania Ptaków. Przyjeżdżamy na miejsce; w budynku mamy możliwość oglądać ogromną kolekcję wypchanych ptaków, reprezentujących większość gatunków widywanych na Pomorzu.



Równie lub jeszcze bardziej zachwyca biblioteka. Pokój nie jakiś ogromny, ale półki wypełnione są czasopismami z różnych krajów i książkami po polsku, francusku, angielsku, rosyjsku... Wszystkie o przyrodzie, prawie wszystkie o ptakach. Siadamy przy stole i przeglądamy stare czasopisma. Łukasz wyjmuje coś dużego z szafy; to zbiór listów i wiadomości zwrotnych gromadzonych tu od 1931 roku.


Już noc; zanim wyjeżdżamy muszę wrócić po torbę, którą oczywiście zostawiłam w bibliotece. Jedziemy do punktu obrączkowania sów na Mierzei Wiślanej, gdzie spotykamy Andrzeja Kośmickiego. Tym razem mamy większe szczęście niż wcześniej; z obchodu przychodzi jedna uszatka. Oglądanie sowy z bliska jest naprawdę kosmicznym przeżyciem, zwłaszcza, że dotąd miałam do czynienia tylko z puszczykiem śpiącym wysoko na drzewie. Uszatka była zachwycająca, jej obecność wprowadzała wyjątkowy klimat, ptak starał się wszystkich przewiercić spojrzeniem.


Jest tylko ta uszatka, niestety nie trafiamy na jej błotną wersję. I tak się jednak bardzo cieszę. Gdy sowa zostaje zaobrączkowana, zaglądam do zeszytu obrączkarskiego. Październik... As fla, As otu, As fla, As otu, As fla, As otu... Tylko w dwóch miejscach zamiast Asio flammeus (uszatka błotna) i Asio otus (uszatka zwyczajna) inne gatunki - kos i płomykówka.
Mamy możliwość przyjrzeć się, jak wygląda prawdziwe ucho sowy, położone gdzie indziej, niż by wskazywała na to kępka piór. Prawdziwe narządy słuchu to otwory znajdujące się po bokach głowy, za szlarą.

Czas na wypuszczanie. Wychodzimy na zewnątrz, w ciemną noc, ale mamy latarki. Jeszcze tylko zdjęcie...


Ptak zostaje uwolniony, szamocze się... i leci. Nie słyszymy absolutnie żadnego dźwięku. Cichy lot to potęga sów.

Śpimy w Krynicy Morskiej. Rano wpadamy na Drapolicza... Jest podobnie jak ostatnio, dochodzi tylko błotniak zbożowy, a także kulczyk. Jedziemy jeszcze w jedno miejsce, na morzu siedzi jakaś alka, ale bardzo daleko. Tego dnia nie robię zdjęć.

Mimo, że z pogodą było właściwie jeszcze gorzej niż ostatnio (chociaż o ile pamiętam słońce wyjrzało raz czy dwa), ten wyjazd był bardzo udany, przede wszystkim dlatego, że zaowocował komisem (morski) oraz innymi fajnymi gatunkami (mewą bladą, uszatką z bliska). Jeszcze raz bardzo dziękuję Wam chłopaki i Pani Jolu, że mogłam uczestniczyć.

Pozdrawiam,
Emilka